unknownhuman blog

Twój nowy blog

Po raz pierwszy w  życiu naprawdę mi smutno z powodu tego, że ktoś jest innej orienatcji seksualnej.
Od jakiegoś czasu już brakuje mi motylów w brzuchu i kiedy spotkałam kogoś kogo naprawdę chyba mogłabym polubić, prawie na 100% wiem, że nawet gdybym była najpiękniejszą i najlepszą kobietą na świecie, która nie jestem, to i tak nie miało by znaczenia.

I jest mi smutno :(

I’m a bit lost…

Popatrzyłam właśnie na to jaki był ostatni wpis i wiem,że nie za często tu piszę, ale zazwyczaj piszę chyba o tym o czym już nie za bardzo mam z kim porozmawiać.

Z jakiegoś powodu dzisiaj po raz pierwszy od jakiegoś czasu znowu „myślę” po polski i moje uczucia lepiej czuję po polsku.

Mam wrażenie, że tym razem nie do końca wiem co się dzieje. O Francuzie nie wiem czy pisałam już kiedyś, przez Benem, czy nie. Ale teraz stał się zdecydowanie częścią mojego życia, a nie jestem pewna czy ja jestem częścią jego w ten sam sposób.

Zaczęło się chyba tak naprawdę w zeszłym roku jeszcze, kiedy wróciliśmy do rozmów. Ale wtedy tak jeszcze o tym wszystkim nie myślałam. Pewnie jak nam się udało spotkać w pracy na korytarzu czy gdzieś to rozmawialiśmy. Potem zaczęło się „wychodzenie na papierosa” która oznacza, że on pali i gadamy, często chowając się za rogiem… Ale to też jeszcze tylko sprawiało, że fajny element się pojawił w pracy znowu, ale nie tak zupełnie ważny. Potem po raz pierwszy zdarzył się Winter Wonderland.

On jest wielkim fanem, ja nie byłam w zeszłym roku i wyglądało na to,że przed wylotem na święta już nie dam rady się wybrać. I nie wnikając w szczegóły po nocnej zmianie, a potem porannej zmianie Francuz zdecydował, że tak być nie może i muszę się wybrać więc idziemy… na piwo albo dwa…a w rezultacie na 5h. Poznałam historię jego związku ze Słowaczką i naprawdę fajnie spędziłam czas.

I tak to sobie trwało, ale bez jakiś super prawdziwych emocji. W międzyczasie poznałam chłopca – Sama, bawiłam się trochę w nie do końca wiadomo co z Grekiem, poznałam Kristofera i bardzo polubiłam i Francuz gdzieś tam był w tle.

A teraz nie do końca wiem co się dzieje. Właśnie sprawdziłam telefon i starałam się sobie przypomnieć jak się to wszystko zaczęło.

Najpierw wydaje mi się, że gadaliśmy jakoś długo o tym że trzeba by się wybrać na drinka. I jakoś się nie wybieraliśmy. Ale w którąś sobotę odezwał się do mnie na facebooku czy mogłabym mu pomóc. W sprawie pracy – paging system im nie działał i zastanawiał się czy mogłabym mu pomóc. Ponieważ nie wymagało to zbyt wiele wysiłku i lubię go to w ciągu 5 minut wszystko działało. Podziękował, cieszył się bardzo, po czym zapytał czy może do mnie zadzwonić. Trochę zgłupiałam i stwierdziłam, że on chyba nie ma mojego numeru, on stwierdził że chyba rzeczywiście i miałam mu go podać, ale zadzwonił! Ja jego numeru nie miałam, więc trochę mnie to zastanawia nadal. (podejrzewam udział Mantao albo Sabine). Chciał mi podziękować i stwierdził, że w takim razie jest mi winny drinka. W tamtym czasie sporo się działo i nie mieliśmy szansy wyjść w końcu. I tak kontynuowaliśmy spotykanie na korytarzach itd. Od czasu do czasu odzywałam się do niego na facebooku i tyle.

A potem było staff party. I biegająca za nim głupia Polka, z którą jak sam stwierdził jakby wypił jeszcze trochę to może by się przespał, bo już sporo czasu minęło… No cóż – to nie był mój ulubiony moment rozmowy. Ale chodziło o to,że w końcu wyszliśmy z imprezy razem – ja go „ratowałam” przed nią. On mnie odprowadził na przystanek, rozmawialiśmy znowu i o pracy itd. i poczekał na mój autobus. I to jest chyba jedna z jego cech, którą lubię. Zachowuje się w taki dość naturalny sposób jak gentleman. W Winter Wonderland kupił mi ciastko swoje ulubione i jedliśmy razem. Za każdym razem oferuje mi drinka, odprowadza na autobus/metro itd.

A potem zaczęło się. Pracujemy razem nad projektem z Maestro. Siłą rzeczy spędzamy dużo czasu razem, ale oprócz tego poszedł ze mną na bitwę na poduszki. Potem poszliśmy do parku wypić Flugel, który przywiozłam specjalnie dla niego z Holandii. A potem poszliśmy do Holenderskiego pubu. I tak spędziliśmy pół dnia ze sobą (czego się nie spodziewałam).

I od tego czasu chodzimy do tego pubu dużo. W dzień króla byliśmy tam najpierw z Simonem, Amelie i Iloną a potem już tylko z Iloną łącznie 8h! Piwo truskawkowe jest pierwszym piwem które mi smakuje i to bardzo!
A oprócz tego odzywa się. Pisze do mnie tak jak wtedy kiedy chciał się wyżalić na pracę albo dzisiaj ponieważ oboje nie spaliśmy jeszcze ok 1.

Z jednej strony to tyle, i trochę mnie to wszystko smuci. Z drugiej strony naprawdę dużo czasu spędzamy razem, łącznie z nim piszącym do mnie kiedy ma przerwę itd.
Ludzie zaczynają plotkować – zdarzyła się bardzo fajna sytuacja z Danutą, ale nie o tym wszystkim tak naprawdę chciałam pisać.

Prawda jest taka, że chyba się zakochuję. Chyba, ponieważ to jest jakoś inaczej. Ja go bardzo lubię, lubię z nim rozmawiać, wygłupiać się, gadać o informatyce, albo kiedy pisze do mnie po francusku. I myślę o tym wszystkim siłą rzeczy dużo. To co ważne to to że sprawia że się uśmiecham.
Ale sprawia też że mi smutno. Ok – powiedziałam mu że kiedyś się z nim dłużyłam, podkreślając że to było jakoś w 2013 roku, przed Benem. Powiedziałam mu też po balu, że romans z kimś z pracy to nie jest najlepszy pomysł. I kiedy czasami na siebie patrzymy to wydaje mi się,że on mnie lubi tak jak ja jego. Ale czy naprawdę nie mógłby czegoś zrobić. Albo chociaż wyjaśnić? Dlaczego przed pożegnalnymi drinkami Dee poszliśmy najpierw do innego pubu? (Brazylijczyk był na tych drinkach – nie odezwałam się do niego i powiedziałam Francuzowi dlaczego, a właściwie sam trochę odgadł powód) . Dzisiaj myślałam o tym żeby się do niego odezwać, nawet otworzyłam okienko rozmowy na facebooku kiedy to on zaczął pisać! I po raz pierwszy na koniec napisał bisous, wyjaśniając że to bardzo francuskie.

Nie wiem co do niego czuję i czy on czuje cokolwiek do mnie. I to chyba tyle. Ale jak do mnie napisał to się szczerzyłam od ucha do ucha a teraz mi smutno czyli napewno coś czuję.

Ben

Brak komentarzy

tytul notki jest taki a nie inny bo w tym roku wyczerpalam juz chyba limit uzycia „Life is full of surprises.”

Nawet nie wiem co chce tutaj napisac, bo mowie o tym caly czas, pisze do Natalii, Hilji i Gizem i powoli juz chyba dosc tego tematu, ale… nie moge przestac.

Z E sie skonczylo. Zamknelam klodke na Pont des Arts w Paryzu i pomoglo mi troche a potem zdarzylo sie cos czego nawet najstarsi ludzie nie przewidzieli – spotkalam Bena.

W piatek 16tego Sierpnia poszlam na drinki pozegnalne Jo, ktora wyszla pare tygodni temu za Paolo i przeprowadzila sie wlasnie do Wloch. Myslala o tym zeby zorganizowac je w barze salsa albo w innym lokalu – Dirty Martini. I stanelo na DM.

Troche dlatego ze mimo wszystko nie tak latwo sie wysbyc pewnych emocji,a wiedzialam ze E tam bedzie postanowilam zalozyc spodniczke i lososiowa bluzke. No i oczywiscie moje najukochansze buty na koturnie z klamra.

E nie byl dlugo, dosc szybko sobie poszedl, ale za to ja zostalam do konca – dopoki Jo nie miala juz dosc ok 2 rano i swietnie sie bawilam. Czesciowo dlatego ze bylo bardzo zroznicowane towarzystwo, fajne drinki a potem nawet mial kto ze mna shoty pic! I wypilam naprawde duzo ale nie upilam sie i to bylo dobre! Jednym z najfajniejszych elementow wieczoru byl barman. Wydawal sie bardzo fajny i flirtowal ze mna – nawet do Natalii dzwonilam zeby jej powiedziec, ale caly czas traktowalam to jak zwykle – barman to barman, taki jego zawod i jak bedzie mily i flirtowal to zarobi wiecej pieniedzy… nawet w ktoryms momencie probowal odczytac moje imie z karty :)

I normalnie to by bylo na tyle… ale tak sie nie skonczylo tym razem.

Przy ostatniej kolejce zauwazylam ze go nie ma – wiec zamiast isc do baru Fiona, taka dziewczyna z Washington Hotel chciala zapalic tak czy inaczej wiec zapytalam czy chce najpierw isc na papierosa i chciala. A zrobilam to dlatego ze juz wczesniej z roznymi ludzikami wychodzilam i widzialam go palacego. No i byl tam. Wiec jak wrocilysmy to byl spowrotem za barem. I po ostatniej kolejce zaczelismy sie zbierac, a poniewaz nasz stolik byl zaraz przy barze i akurat siedzialam naprzecwko uroczego barmana – pomachalam mu. Zrobil smutna mine i powiedzial ze szkoda ze idziemy bo on tez wychodzi za 5 minut.

No coz, my wyszlismy i zegnalismy sie przed lokalem jakis czas. Mialam nadzieje ze w tym czasie on wyjdzie ale czego sie spodziewalam to nie do konca wiem. No i wyszedl ale nasze pozegnanie sie przedluzalo w koncu zlapalam Fione i poszlysmy w kierunku Regent Street – tylko maly kawaleczek mialysmy isc razem bo ona skrecala w lewo w strone Oxford Circus a ja szlam w prawo zastanawiajac sie czy pojde czy podjade sobie do Piccadilly Circus zeby zlapac moj nocny. Fiona tez lubila barmana i skomentowalysmy ze idzie przed nami po czym odbil troche w prawo czyli w strone w ktora ja mialam isc :)) wiec sie wyglupialysmy troche i ja powiedzialam no to pa i ze mam za nim biec.

On sie w tym czasie zatrzymal zeby przejsc przez Regent Street. w takim miejscu ze najnaturralniej bylo stanac kolo niego. I tak sie zaczelo jedno z najlepszych 1,5 tygodnia w ostatnich paru latach. Kiedy dolaczylam do niego powiedzial Hi… Magda? No i musialam mu wytlumaczyc ze wszystko tylko nie Magda! Przeszlismy przez ulice i tak jakos po prostu poszlismy dalej razem. Rozmawialismy o tym ze ja jestem „geek” i kiedy w koncu on musial skrecic zapytal sie czy chcialabym nasza rozmowe kontynuowac przy kawie kiedys?

A ja sie chwile zastanowilam i stwierdzilam ze „I think I could do that” ;)  I wymienilismy sie numerami telefonow! I powiedzialam mu zeby napisal w takim razie a on powiedzial zebym sie odezwala. I jeszcze w ktoryms momencie sie zapytal ile mam lat – okazalo sie ze on ma tylko 23!!!!! Nie powiedzialam mu dokladnie ale zgadywal – zaczal od 26 potem 23(!) i w koncu jak powiedzial 28 to powiedzialam ze cos kolo tego… I napisalam do niego jadac autobusem, ze jesli rano uzna ze nadal chce sie spotkac to zeby napisal :)

I stwierdzil ze oczywiscie ze nadal chce sie spotkac, musi sprawdzic kiedy ma wolne i pozniej napisal ze w niedziele i srode. Ja w srode mialam spotkanie z dietetyczka i okazalo sie ze on mowil o nastepnym dniu.

Spotkalismy sie na Waterloo i poszlismy w strone centrum i Covent Garden spacerem i bylo fajnie. Koniec koncow poszlismy na drinki a nie na kawe i bylo super fajnie. Randka zaczela sie o 17:20 czy cos kolo tego a przed 9 uznalismy ze idziemy do kina. I poszlismy w koncu na Red2 do Cineworld w Trocadero. Film byl taki sobie ale jak wjezdzalismy na gore to go cmoknelam i calowalismy sie w kinie :)))

Jak wyszlismy zrobilo sie pozno i postanowilismy jechac autobusem a nie metrem i nie jestem z tego dumna ale jak zproponowal ze pojedziemy do niego (bo tak bedzie prosciej, on mieszka blizej – na Tootingu! – i ze mozemy pojechac i tylko spac….skad ja to znam? ;) ) to sie zgodzilam.

I pojechalismy. Mieszka w malutkim pokoiku i powiedzmy ze tak sobie. Najlepsze bylo to ze ja bylam w spodniczce a podspodem mialam body. Nie przemyslalam tego do konca… wiec jak dojechalismy to chcialam zeby mi dal jakis tshirt a dal mi sweter. Przebralam sie i on pozniej rozebral sie w ciemnosciach ;)  no i w koncu przytuleni lezelismy i oczywiscie jak sie skonczylo wiadomo… a rano musialam pojechac do pracy nie wykapana, w tym samym ubraniu i ogolnie nie tak.

Umowilismy sie ze jesli chce to mozey sie spotkac w srode tez ale dopiero po moim spotkaniu z lekarzem i pojdziemy na obiad. I zaproponowalam ze mozemy potem pojechac do mnie… wiec umowilismy sie na Turnham Green. Spotkanie sie przedluzylo, metro stalo na platformie przez 15 minut i spoznilam sie godzine! Czekal – poszedl na drinka ;)

Posiedzieliśmy trochę tam gdzie on czekał, wypiliśmy jeszcze po drinku i wyszliśmy.

W międzyczasie kiedy szliśmy nie pamiętam już co powiedziałam takiego,ale powiedział mi,że to,że zostawił szkołę bardzo szybko wynikało z tego,że był zdany sam na siebie właściwie od kiedy miał 16 lat. I nadal nie znam szczegółów, ale było mi przykro z jego powodu…

W końcu zamiast jesc gdzies kupilismy mieso w Waitrosie i pojechalismy taksowka do mnie – „gotowac” :)

Bylo bardzo fajnie i duuuuzo lozka ;) Wlasciwie pierwszego dnia bylismy wszedzie tylko nie w lazience ;)

I on jest „very sexual” jak to sam powiedział, i bardzo bezpośredni jeśli chodzi o łóżko.

Nastepnego dnia musialam isc do pracy i on tez po poludniu. Jak jechalismy metrem dziewczyna ktora czasami widuje miala dosc zawistny wzrok….Mialam tez wizyte u optyka po pracy. Napisalam mu dobranoc w ciagu dnia. Potem przed optykiem wyslalam znowu cos. I nic, cisza. Postanowilam isc do kina. Obejrzalam film, nadal cisza. W koncu postanowilam zadzwonic i sygnal sie odezwal, a jak on pracuje w DM to nie ma sygnalu i pisze jak wychodzi na przerwe na papierosa. Coz, w tym momencie zwatpilam naprawde i zaczelam sie czuc jak ostatnia idiotka :|  Tak mi sie wydawalo ze fajny facet, powiedzialam mu ile mam lat i w ogole bylo super milo a tu cos takiego.

Spanikowalam, nie moglam uwierzyc ze ktos moze byc tak paskudny – chcialam wierzyc ze zgubil telefon, albo go zapomnial i zostawil u mnie…ale nie moglam. Doszlam do wniosku ze to jest chore. Nawet poszlam do DM ale nie moglam tam wejsc… zadzwonilam do Gizem i ona przyjechala. Poszla tam i on byl. Zanim sie odwazylam wejsc jego nie bylo…. a potem widzialam go z daleka i poszlysmy za nim,ale w koncu stwierdzilam ze nie ma sensu sie wyglupiac. Bylam zupelnie rozbita i nie wiedzialam jak sobie poradze z czyms takim. I nie chodzilo o to ze sie juz zakochalam czy cos w tym stylu ale zwyczajnie  o to, że coś co wydawało się normalne może być tak nienormalne i że chyba ju nigdy bym nikomu nie zaufała…

Wysłałam mu sms’a: Is that it? You could have just texted me otherwise the signs are prettty  clear. I don’t think I’ll even try to understand…

Posiedziałyśmy chwilę jeszcze przy erosie na Piccadilly Circus i w końcu pojechałam do domu. Dotarłam trochę po 12 i przeszłam się po mieszkaniu, zastanawiając się jak posprzątać cały bałagan, zmienić prześcieradła itd i rozglądając się tak na wszelki wypadek.

I znalazłam! Jego telefon leżał sobie na mojej sofie…. Nie jestem w stanie opisać tego co poczułam jak to zobaczyłam. Po pierwsze wielką ulgę, po drugie jak idiotka, po trzecie jeszcze raz ulgę! Usiadłam i sama z siebie się śmiałam. Otworzyłam telefon i po pierwsze miał sporo nieodebranych telefonów i pare wiadomości. Wykasowałam tą która wysłałam i jak popatrzyłam na nieodebrane to były to moje 2 i reszta z DM. Więc oddzwoniłam. Myślałam,że po prostu zostawię u kogoś wiadomość że mam jego telefon, ale w słuchawce odezwał się on: Dirty Martini Ben speaking. Powiedziałam Hey…  i porozmawialiśmy chwilę. Powiedziałam,że znalazłam jego telefon. On się zapytał czy wszystko w porządku? Stwierdziłam,że cóż – jak on uważa jeśli po takiej nocy jaką spędziliśmy ja się odzywam a facet milczy i nawet nie odbiera telefonu… on mnie przepraszał i mówił że próbował dzwonić, ale nie odbierałam. Powiedziałam mu że dopiero wróciłam do domu i znalazłam telefon. On stwierdził,że niedługo wychodzi i że jeśli się zgodzę to przyjedzie po telefon. I przyjechał.

Ja w międzyczasie napisałam do Gizem opisując jej całą sytuację i do Natalii też. I cieszyłam się,że on ma taki dość stary telefon, taki który nie ma blokady klawiatury z kodem i że mogłam wykasować tego sms’a…

Jak przyszedł to się do niego przytuliłam i było mi tak dobrze…. i został. Ja już wcześniej napisałam do szefa że nie przyjdę do pracy, bo czułam się tragicznie – to wszystko co się wydarzyło dołożyło tylko do tego że nie czułam się za dobrze cały dzień. Więc zostaliśmy w łóżku do późna i miał pojechać do domu przed pracą ale w końcu wyszedł tak późno, że musiał pojechać prosto do pracy. Już w środę chyba zostawił u mnie w domu 60 funtów. Mieliśmy się spotkać w poniedziałek – Bank Holiday – bo on wyjątkowo miał pracować w niedzielę,bo bar był otwarty. I powiedział,że to będą pieniądze dla nas, żeby coś zjeść itd. Byłam trochę zła, bo próbowałam mu tłumaczyć, że on nie musi zawsze za wszystko płacić, bo po tygodniu będziemy się musieli przestać spotykać, bo mu zabraknie pieniędzy. On mi powiedział, że powinnam się przestać przejmować, bo to są pieniądze z napiwków, nie opodatkowane i po prostu dla nas żeby je wydać. Zapytałam dlaczego nie zabierze ich i przecież może je przynieść w poniedziałek jak się tak upiera. I powiedział,że chodzi o to żeby ich nie wydał ;)
No i jak już spałam w piątek w nocy zadzwonił, bardzo, bardzo późno. Przepraszał mnie ale zapytał czy może przyjechać bo ktoś namieszał i w kasie brakuje pieniędzy. I w rezultacie po prostu dołożył do kasy te pieniądze które miał przy sobie ale w tej sytuacji został bez. A jego karta nie działa. O tej karcie to już wiedziałam wcześniej.

W rezultacie w piątek w nocu też przyjechał! I znowu został do momentu w którym musiał pojechać do pracy w sobotę.
Umówiliśmy się że przyjedzie w niedzielę w nocy, tzn prawdopodobnie w poniedziałek rano, bo zamykali bardzo późno i mieliśmy spędzić cały dzień razem.

Przyjechał bardzo bardzo późno – a właściwie wcześnie bo już metrem. I poniedziałek był ok. poszliśmy na chińczyka, oglądaliśmy Star Trek. Potem poszliśmy też po pizze i ponieważ zapomniałam jak daleko jest Papa John’s spacer okazał się bardzo długi ;)

I poszliśmy spać.

W pracy jakoś tak trochę tak sobie ostatnio nie czułam znowu. I moje humory zaczęły być trochę dziwne. Jeśli chodzi o Bena to była szansa,że będzie miał wolne we wtorek i dostał wolne. Pojechał do szpitala – chyba jeszcze nie pisałam,że jego przyjaciel był w hospicjum,z tego co opisał z czerniakiem. Więc znowu nie był w najlepszym humorze. Zresztą w środę kiedy się spotkaliśmy powiedział mi o tym, że po pierwsze jego przyjaciel właśnie dostał potwierdzenie,że za długo to już nie potrwa, a po drugie spotkał się z innym który jest teraz z jego byłą dziewczyną.

Więc wtorej znowu nie za ciekawy. W środę ja miałam wizytę u optyka a poza tym odezwałam się do Konrada, który chciał się spotkać na początku sierpnia ale ponieważ mama przyjeżdżała ja nie mogłam, a potem wydarzył się Ben i nie było jakoś czasu. No i umówiliśmy się w środę po moim optyku. Ale moja wizyta się przeciągnęła i ogólnie dużo chodziliśmy bo nie mogliśmy znaleźć miejsca żeby gdzieś usiąść. Zabrałam go do Zedel ale nawet tam nigdzie nie było miejsca! Ale powiedział coś na temat ciastek więc postanowiłam spróbować Cafe Leto, bo mają ciastka ale też koktajle z tego co pamiętałam.

I było bardzo fajnie :)

Ok 8:30 Ben się odezwał,że skończył bardzo wcześnie. A wcześniej tego dnia napisałam w końcu do DM, bo nie mają swojej strony na Tripadvisor więc napisałam maila z podziękowaniem za świetny wieczór. I napisałam,że między innymi dzięki Benowi :)

I jak się odezwal napisałam mu,że my nadal siedzimy na Soho i jak chce to może do nas dołączyć. Nie dądziłam że przyjdzie, ale on na to odpowiedział,że świetnie i gdzie siedzimy ;) i przyszedł! I powiedzieliśmy jeszcze naprawdę długo i pojechał ze mną do domu :) I z South Ealing jechaliśmy taksówką bo metro kończyło na Northfields więc wysiedliśmy wcześniej, a on uznał,że mu się nie chce czekać i jest głodny i w ogóle. I ogólnie wygłupialiśmy się dość mocno i w którymś momencie powiedziałam mu, że jak się nie ruszy to mu zrobię zdjęcie i będę go szantażować, a leżał na brzuchu, nago, odwrócony do ściany.
Następnego dnia nie mogłam go dobudzić, pomimo tego,że jechałam godzinę później do pracy, bo Eddie chciał zaczynać o 8 tym razem.

Jak byliśmy w drodze, tata zadzwonił z wiadomością że Zbyszek Raczyński umarł. I zrobiło mi się bardzo przykro, bo nawet go ostatnio polubiłam i jego śmierć była naprawdę bez sensu trochę. I Ben mnie przytulał. I cieszyłam się, że był wtedy ze mną znowu.

W czwartek nic ciekawego. W piątek byłam tylko ja i Andy i wszystko było ok do czasu – Andy poszedł na spotkanie a ja miałam nie za dobry dzień z ludźmi z SA. I w którymś momencie jedna to mnie tak wkurzyła, że mi się płakać chciało. I ogólnie do dupy wszystko było. Wróciłam do domu i w końcu udało mi się poprawić sobie trochę humor. Słuchałam Dream Theater, szukałam i znalazłam w końcu płytę z testami i materiałami do egzaminu z SQL. I było lepiej. W końcu poszłam spać.

A o 3:30 Ben zadzwonił! Nie zdąrzyłam odebrać, więc oddzwoniłam. Jego przyjaciel umarł. Ben był pijany. Powiedziałam mu, że bardzo mi przykro, że jeśli mogę coś zrobić żeby poczuł się lepiej to żeby dał mi znać. I w końcu zapytałam czy chce przyjechać. No i przyjechał, taksówką z centrum! I był pijany, i ogólnie było mi bardzo bardzo smutno. Wczoraj pojechał do pracy prosto znowu. A ja pojechałam na zakupy do centrum ogrodniczego, do Tesco. Wieczorej poszłam do ojca, Sławek też był i spotkałam Tanję. Zaprosiliśmy ją żeby do nas dołączyła i nawet miło było pogadać. Jakoś nie pisałam nic do Bena przez cały dzień, napisałam wieczorem, ale nie dostałam raportu dostarczenia zanim poszłam spać. Dopiero ok 2 w nocy. I jakoś się nie odzywał. Dzisiaj wstałam bardzo późno i nadal się nie odzywał, więc mu w którymś momencie napisałam sms’a z pytaniem dlaczego tak milczy i czy wszystko ok? I zadzwonił! Powiedział,że wczoraj było bardzo dużo pracy, że skończył dopiero ok 4 i spał u swojego managera. I że wraca właśnie do domu i że chce odpocząć i przeprasza, że się nie odzywał. Że będzie musiał prawdopodobnie pojechać do Devon w związku z pogrzebem itd.

I tutaj pojawia się moje pytanie o pewną miejscowość Brixham. Bo to jest w Devon i pomimo tego,że on mówi że jest z Londynu to bardzo dużo jego znajomych jest stamtąd. I jak w końcu będziemy mieli okazję porozmawiać….
No cóż – to by było chyba na tyle jeśli chodzi narazie o moje spotykanie się z Benem. Mam nadzieję, że to będzie trwało…. pomimo tego,że ma 23 lata :)

:]

Brak komentarzy

Zaczelam jakis czas temu wpis Life is full of surprises i nadal nie udalo mi sie go skonczyc.

Moze dlatego,ze pisalam o E. I moze takze dlatego,ze w jakis glupi sposob naprawde udalo mi sie zrobic najglupsza rzecz na swiecie i sie zaduzyc. Glupio. I niepotrzebnie.

Najgorsze jest to,ze tak naprawde nie wiem po co on w ogole to wszystko tak zaczynal a teraz milczy? No wlasnie. Nie bardzo wiem o co chodzi, bo jeszcze tydzien temu byl dla mnie super mily i fajny, a teraz na facebooku milczy i nawet jak do niego wczoraj napisalam to praktycznie nie odpowiedzial. I wlasciwie doszlam do wniosku, ze musze sie wyleczyc, bo chyba mi na glowe upadlo zeby tak lubic E.

I tak jak postanowilam tak bede musiala zrobic, ale przynajmniej mam troche satysfakcji dzisiaj.  Jak tylko Jake wszedl to biura poszlam do Tesco po dzienna dawke kofeiny. Jak wyszlam z Tesco i mialam przejsc przez ulice katem oka zauwazylam kogos kto przypomnial E ktory byl juz niedaleko, ale uznalam ze lepiej jesli nie spojrze bo jesli to on to nie bede mogla udawac ze go nie widzialam. Wiec poszlam w kierunku hotelu (przechodzac znowu jak codzxiennie ostatnio kolo faceta z motorem ktoremu wyglada na to dzisiaj sie podobalam).

I takie mialam uczucie ze mialam racje i to E idzie za mna. Przy czym po pierwsze mogl mnie latwo dogonic albo przegonic, bo przez moja noge nie moge szybko chodzic. No i czulam ze ktos na mnie patrzy. Jak otwieralam drzwi okazalo sie ze mialam racje i weszlismy do budynku razem. I mam pewna satysfakcje bo mam bluzeczke od Natalii na sobie, ta bez plecow i z lekko odkrytymi ramionami. I czulam.

Coz, powyzszy wpis swiadczy o tym ze do dupy zwracam uwage na rzeczy na ktore nie powinnam, ale stalo sie. I wyglada na to ze ja chyba probuje zaskakiwac sie jak tylko moge bo w najbardziej nieprawdopodobnych snach jeszcze niedawno nie bylo by mozliwe zebym tak myslala o tym wlasnie czlowieku….

what is it?

Brak komentarzy

What is it that makes me feel that was about S.?
Well, I started wih exactly what I wanted to write about, but I feel that I need some sort of explanation of waht happened in a meantime.

So, last I finished was before my mom’s birthday. Tena came, mom survived her birthday, which was surprisingly hard for her. We went for an afternoon tea to Egerton and it finally made her relax. That’s when my special relationship with Egerton and Annie was kind of cemented.

I also had to stop dancing cause my muscles got really bad, I didn’t walk properly because of pain in my heel for most of the year and got even fatter :/

And life was going on… I went to Paris again, this time with Gizem for few days and my first concert of Paddy there which was great! I met a really nice girl – Jana from Germany there.
Also, just before leaving to Paris I asked for a raise (1st of December). I got the raise in March only! but I got it ;)

So everything start working out somehow.

I’m living in my own flat for over a year now and finaly things change.

Sooo… going back to the topic.

I stopped even liking man. Since last year I don’t think I really fancied anyone and it’s a bit scary if you don’t find anyone you even remotely like.

soo… it started with a weird thing that kind of happens to me every year or every other year – I start liking Eddie around Christmas. And this year it lasted a bit longer than normal. Usually I come back after christmas and all is back to „normal”. This year I had a weird dream with him there and I think it was only a result of how atmosphere between us changed somehow. There’s some awareness and different attitude.  And that’s when I started to get to know Simon.

Well, not entirely true, cause in theory I met him for the first time quite some time ago, when he had a placement in the HR deparment. I didn’t really know him back then and I he’s not really a kind of a guy I would feel attracted to normally. But… It all started with me popping in to Rubens. And when having a look at computers in HR, after spending probably around 15 min walking and checking all computers I had to go to the small trainning room, somehow I didn’t notice before that S. was sitting there all this time and I think he just turned around and said Hi and he scared me so much I jumped, screamed and couldn’t stop laughing, he was laughing at me, Liz didn’t know what happened that I ended up on the floor, laughing so hard I cried and all was a mess! But a funny and refreshing mess ;)
Then he was doing some training and I had to setup laptops (I mean I chose to go) and that’s when I started liking him. Nothing special happened, I asked for him to help me get laptops from the taxi and he stayed to help me with setting all up. And he wished me „wszystkiego najlepszego z okazji walentynek” ;)  it wasn’t valentine’s day, but it was something Kaska taught him to say in polish so he said it. And  then for few weeks there were all the time some things that were wrong with infogenesis and he’s dealing with admin side of it so we had to deal with each other a lot. I mean, in theory he could call anyone, but he got into habit of calling me directly and I got to like our conversations. And interesting thing is that Eddie noticed. so I was taking most of the visits to Rubens.  I kept spending my time in the Finance office more and more.

Then there was a Staff appreciation party and it was ok actually (surprisingly!)  Somewhere at the beginning I was standing with Simon next to me and Annie from Egerton joined us for a moment and reminded him he should come for a martini. So I kind of invited myself over… I asked if I can come too and he looked surprised and asked if I really would. And of course I would! ;) so we agreed we will. Some time later I collected some tickets for drinks that Simon R. promised me before. I already had some vodka (2 shots) and I got  more tickets so it was a bit too much so I decided to share and as Simon and Aska from bbar were close I asked if they will have some drinks with me. We decided to have vodka shots (well, 2 polish girls after all ;) and after Aska left we drank 1 more shot and kept talking and then sat down at my table and talked some more, but that’s kind of it. And at this point I liked him even more, but was pretty sure that’s it.

So basically we talked about going for drinks to Egerton, but then the first Friday was Easter Good Friday. Then almost 2 weeks ago I spent probably most of the 3 days in Rubens in Finance office and was staying late every day. We were supposed to go for a drink and again it didn’t work out with Friday cause Annie couldn’t make it. But on Thursday before that (4th April) we stayed really long, even Jeevan decided he’s going to go home now and S. asked me if I’m there in 10-15 minutes so maybe we can go to bbar for a quick drink. So we went. I had 2 coctails and he paid the bill, which I didn’t expect but it was nice :)  And we were still talking so much we ended up leaving after 10pm :)

And for a while now S. kept inviting me to Rubens and joking that if there’s nothing he can break things so I can come :)

But that was kind of it again. Except there’s something about that guy that makes me different. Physically he couldn’t be less my type! He’s really tall and skinny and blond and all the things that really don’t match what I like, but at the same time there’s something about him…

Then on wednesday I went to the cinema and all hell broke with maestro and as I was close, instead of going home I popped in to Egerton to try to help. I finished around 10 and just went to the bar for a second to say hi to Antonio and ask if he knows we’re coming on Friday. I ended up having a martini and leaving in a great mood.

And then last friday happened. We finally went to Egerton to meet Annie. I decided to try to look good, so I wore a new dress with dots on it. And it turned to be a great evening. We had 2 martinis each while Annie was with us, but she had to leave quite early cause she was leaving for holidays  and needed to pack. We were encouraged to stay and relax. That was around 8 (we met at 6:30) and shortly afterwards we were asked to join a couple that was celebrating something, to have a piece of cake. So we went over and ended up moving to join their table. The people were great – the Mertons from Canada – and I enjoyed myself a lot! Michael offered us a drink, but at first I didn’t want to have a drink on a guest and someone I barely knew, but then we got convinced to have a chocolate martini with S. We ended up having 2 chocolate martinis each and then I did something that probably was a reason why the rest of the night happened… Michael was really surprised how we handle our drinks, after all we had 4 vodka martinis each! so i said, well – I’m a polish girl and we didn’t even have a shot. So I went to Antonio and asked if he could give us 2 shots of vodka, this time on me. He said that of course I’m not going to pay (I kind of feel a bit guilty about the amount of alcohol I drank for free that night…)

He came with 2 shot glasses that looked ridiculous – they were enormous crystal shot glasses! Until then we were quite ok, considering the see of alcohol we drank. But with this shots, which of course I decided we have to drink as a brudershaft, it kind of got to me.

Merilda and Michael decided to go upstairs, we went with them for a moment as Michael was complaining that the key hole on the door to the room is really low, so I offered to open it for them (yeah, I know I was pretty drunk by then) and then we left. We were walking towards the Hyde Park Corner or in general the center and then we stopped. And until now we both don’t really know why we stopped. We sat down on the bench and then we started kissing! That was a bit unexpected. Yeah, I liked him, as a person, and there was something about him, but he’s not attractive as such to me and I was pretty sure he’s not attracted to me. Well, that’s not how it looked like on this bench! We were kissing, he had his hands on my back and my bottom and there were still some people walking the streets (we left Egerton around 2am!) and they were looking at us… I asked the question how it’s going to be because we have to work together and what are we doing. And he said he didn’t expect to be so turned on! And anyway I think I commented that it’s too late anyway, there’s no going back exactly after the way we kissed…then he stood up and walked away into the side street for a moment, I think to try to get his thoughts together and then we ended up turning into the Montpelier street and then Trevor Place leading to Knightsbridge where there was a bus stop for N9 to go to my place. I think I said something like let’s go to my place and not necessarily to have sex, but we can just go to sleep. And we kissed a lot on our way to the bus, stopping at peoples’ doorways, where I could stand on the step to make it easier for us to kiss. Then we got to the bus stop just as a bus was coming and we got on.

And he slept on the bus, I had a nap too and then we went to my place. We kind of made out on a couch a bit, but it was still quite civil and we were dressed. Then I had a shower, we brushed our teeth together (which was funny and nice) and went to bed. I still kind of thought that we won’t make it happen. I gave him a tshirt – and ironically the only one I could find was the one with Pawlak 21 writting on it :D

I put a pyjama top and my panties to bed, I gave him the small duvet as mine is too small for both of us, but he somehow made us shaare both duvets and we hugged and then we were kissing some more and in the end we didn’t stop at that…. and only afterwrds we were able to fall asleep.

It was robably after 5 already – I think it took us an hour of mostly kissing to get to the bus, then another to really get to mine as I remember seeing the clock when sitting on the sofa and it was 4am… And after all of that we both woke up just past 8am! and we tried to just go back to sleep, cuddling again and we didn’t manage and the whole thing happened again… after that we slept till noon. And that’s when things got a bit weird – we didn’t really eat breakfast, just drank some water and we sat on the sofa for a while just talking about different stuff. It was a bit awkward so as he wanted to take a bus I decided to go and either go to Waitrose to buy some food or to Chesterfield to pick up the bag I left there the day before (wasn’t expecting not being able to pick it up later on)

We travelled by bus to Chiswick and instead of getting another one to Hammersmith we got on 27 as he said it’s going close to where he lives and it took really long time to finally get to Paddington. And it was better already, and I enjoyed our conversation about our US experiences, his father and S. travels with him etc. then at Paddington it was a bit awkward again. He told me before we left my flat he was freaked out a bit.

When we said our goodbyes and I got on the train I felt a bit freaked out myself. I decided I had to go and try to get a morning after pill as we didn’t use condom the first time and I really couldn’t risk it. So in the end I went to Chesterfield, googled where I can get one and went to West Middlesex hospital.

I really didn’t want us to be weird after that. We are both adults after all and I hoped all can be fine again. So on Monday when the occassion happened to go to Rubens I decided it’s better sooner or later that we see each other as that’s exactly what S. was freaked out with.

And it wasn’t exactly easy for me either, but it went ok. We smiled and laughed, and I was standing in the doorway between S. and Jeevan’s office talking to all of them and it was pretty funny actually see the silly smile on Simon’s face and I probably had a similar grin on mine ;)

It was also an exhausting week for me, because I really thought we should talk about what happened and the fact I took a pill that put my hormons in a real mess didn’t help.

On Thursday I popped into Rubens again for a moment at the end of the day and on Firday I was supposed to spend the whole day there as we’re switching to new Citrix now. And I did. We had fun in the finance office again. I was running around Rubens a lot and in the end finished around 5:45. I was still around at 6 when Jeevan left and then I started packing but we started talking with S. and we talked for about an hour. And when I was really about to leave I told him to let me know when we’re going for a drink to bbar. earlier that day he said it’s for sure not today. So when I was leaving I told him he owes me a big drink and that I will explain it to him one day. But then I just said that. I told him about the pill and we started the whole conversation. And it was surprisingly good! At first he didn’t understand why I had to take the pill, but then I said exactly that: Because you don’t want to be a daddy Simon… Earlier that day I spoke to Aleks and she thought we should speak but all that know thought we won’t be able to speak without a drink. Well, we did! I told him about my stupid mood swings and how it works and he apologised, I told him it’s his fault – then smiled and said it’s actually both of us fault ;) I told him that I was a bit angry that it’s only me suffering And it was a good talk! we cleared the whole thing and I found out he was freaked out because he’s the type of a person that’s always in control. And we’re both not exactly sure how it all lhappened. I mean we both remember everything (he’s the same as me when it comes to drinking and remembering/controling what we do) At some point he even said maybe we could go for a drink now, but then quickly said maybe it’s not such a great idea (I must have looked a bit crazy with all the emotions and hormons playing ;)

And we agreed we’re going for a drink next week or week after. At the end, just before I left I told him that I’m going to be mean, in a way that only a woman can be. I told him that I’m glad that I made him lose control with me ;)

I left and during the conversation  he suggested maybe I should take a walk through the park to Green Park just to cool off.  So I went out and went towards Victoria and talked to Natalia, but then decided it really was a good idea to have a walk and I went back and wanted to walk through the Green Park. And then I saw S coming out of Rubens and turning in the direction I was going. I decided I’m not going to run after him and text him instead, but then if he didn’t pick it up it’d be stupid for him to discover later so I called. And I just said „If it’s you walking in front of me wait a moment!” So we walked to the traffic lights and I asked where’s he’s going. He said it doesn’t matter, he planned to go to Charing Cross, but can go to Green Park too, so I said we can go right, doesn’t matter to me as we can just walk together. Well, that way we ended up in Westminster. I kind of lied, because I didn’t want to have the awkward goodbye on the tube again and I said I’m actually going out for a dinner now so I can just walk towards Leicester Square as I still have half an hour. It was few minutes to 8pm. He decided he can walk with me :)  All in all we walked to Trafalgar Square together and it was a really nice walk. We talked a lot and we kept talking, just standing outside the entrance to the station still!

I don’t know what’s going to happen now, most probably nothing. But I’m just really glad we were able to talk like that about what happened and that we’ll be able to continue like we did this friday – in a great atmosphere.

I wouldn’t mind kissing either, that’s something that I really enjoyed a week ago – few hours of kissing, kissing that I missed for a while now, but didn’t consider anyone worth kissing.

I’m happy that whatever happened last week happened with Simon because most people wouldn’t be able to speak about it in the way we talked.

And there’s additional positive to this situation – since I got to know him a bit in the second part of February I started changing things in my life. I wear make up and contact lenses more often, I dress better, I paint my nails. Meeting him and feeling about him the way I feel made me start the process of changes and I hope it continues never mind what happens or doesn’t happen next.

06.07.2007, 04:29

czyli znowu zebrało mi się na pisanie…
Tak mi się przypomniał zeszły rok,a zwłaszcza jego końcówka. Myślałam sobie o Adamie dla odmiany i przypomniało mi się jakoś wcześniej,że w sumie to od początku jakoś tak nas coś łączyło i tylko zaprzeczaliśmy jak mogliśmy. Moje chodzenie do niego z odpinaniem i zapinianiem bransoletki, jego wyciąganie mnie na zakupy, nocne rozmowy – to wszystko prowadziło do jednego,tak więc lekcja którą powinnam z tego wyciągnąć – natury nie oszukasz, zwłaszcza jeśli robisz wszystko,żeby się w coś angażować coraz bardziej. Natomiast to co mi się teraz przypomniało,że niby ja to wszystko trochę nakręcałam,ale z drugiej strony jak sobie tak pomyślę,to nie ja zapoczątkowowałam sypianie w jednym łóżku. Wszystko mi się teraz przypomina przez Piotrka,bo się denerwuje na kaloryfery,a to mi się kojarzy z mrozami i tym,że wtedy właśnie rozpoczęło się regularne nasze sypianie w jednym łóżeczku. W tym momencie przypomniało mi się jak przylazł pierwszy raz… smutno trochę.
Napisałam mu wczoraj,że trochę dziwne uczucie,że w jego pokoju mieszka teraz ktoś inny – Krzysiu z domu od chłopaków ze Śląska. I tak jest naprawdę,bo sporo czasu przecież sama spędziłam w tym pokoju. Nawet kiedy Adam pracował,kiedy po świętach byliśmy sami w domku – jedzą lody Haagen Dazs na śniadanie i czytając o Tatianie i Aleksandrze… Ten rok może i był trudny, pod bardzo wieloma względami, może i parę razy miałam dość i chciałam,żeby przeprawdzka tutaj nigdy się nie wydarzyła,ale było przecież tyle pięknych chwil wartych zapamiętania!
Czas wrócić do swoich przyzwyczajeń i pamietać to co dobre,a nie to co złe.
I tak a propos – wczoraj kiedy poszliśmy do Nimi,żeby zrobić transfer pieniędzy Konrada z depozytu (wyjeżdża w poniedziałek już do Polski na stałe) na mój czynsz i przedstawić Krzysia, zostaliśmy sobie z nią i gadaliśmy i powiedziała mi coś bardzo miłego – że bardzo jej miło po pierwsze,że byliśmy jej lokatorami,bo byliśmy pierwszymi lokatorami którzy nie sprawiali kłopotów,a po drugie – tak osobiście do mnie – że nauczyłam ją nowej rzeczy – przejmować dobre rzeczy od ludzi z różnych kultur :) Naprawdę bardzo miło mi się zrobiło,że znowu ktoś poczuł,że coś dobrego wnoszę. Będę bardzo egoistycznie zapatrzona w siebie i powiem,że naprawdę lubię słyszeć takie rzeczy jak teraz od Nimi czy kiedy np. od Marzeny w Stanach czy od Pauliny Bąk. To jest naprawdę bardzo miłe,wiedzieć,że ktoś uważa,że robię coś dobrego…
Nie powiem dobranoc,bo dzisiaj nie wiem co mi się stało,ale spałam do 19 i teraz stwierdzam,że chyba nie będę spała do rana,tylko spróbuję popracować, pouczyć się Greckiego albo poczytać,bo jutro muszę rano parę spraw załatwić a po 11 mam pociąg do Londynu.

15.07.2007, 03:44

wiem na co czekam i wciąż czekam…miłość, wspólne codzienne życie, ktoś obok mnie kiedy tego potrzebuję.
A jednak zawsze coś jest nie tak.
Krzyiu – nie było go zazwyczaj przy mnie kiedy tego potrzebowałam,bo wolał piwo, kumpli i Lineage’a.
Adam – pełniliśmy role wzajemnego wsparcia, pomagaliśmy sobie, spaliśmy razem, a w końcu sypialiśmy ze sobą,ale mimo wszystko – miłości nie było
Manoli – jest dużo różnych pozytywnych rzeczy, sporo emocji, dobry seks, jest uczucie,którego wolę narazie nie definiować,ale…3 tysiące kilometrów też są…
Tak więc wciąż czekam. I zazwyczaj to czekanie przyjmuje różne formy.
Teraz czekam,żeby się okazało,że Manoli nie przyleci do Polski. Smutno, przykro i paskudnie się z tym czuję,ale wiem,że po prostu pewne rzeczy są niemożliwe. I paradoksalnie tym razem to nie pieniądze stoją na przeszkodzie,bo zrobiłam wszystko i było by mnie stać nawet żeby do niego polecieć. Tylko co z tego,skoro on nie mogłby pewnie ze mną tego czasu spędzić?
W pracy ciągłe spięcia z supervisorem, jego rodzina (cóż, a jednak) nadal realizuje cudowny schemat patriarchatu,bo teraz kiedy ojciec Manolisa jest za granicą znowu wyniknęła nawet taka sytuacja,że żeby pomóc ciotce i siostrze musiałby być w dwóch miejscach o jednej porze…I zadałam mu pytanie, to jak w takim razie oni (a właściwie one) radzą sobie,kiedy jego nie ma w Grecji,a ojciec i tak wyjeżdża? Cóż, niestety – tak jak napisał – teraz jest na miejscu i to jest jego problem,bo nie ma czasu ani dla siebie,ani na projekt i przez to widzę,że źle się dzieje,że źle się czuje.
Więc on chce wziąć w jakiś sposób wolne z pracy i przylecieć do Polski. Podobno ojciec obiecał mu zapłacić nawet za bilety lotnicze (pytanie – co on powiedział ojcu? dlaczego chce lecieć do Polski?) i było by pięknie, gdyby przyleciał chociaż na 3 dni,ale…jak zwykle, takie jedno małe ale się pojawia – jego kolano.
Okazuje się,że na 26 ma umówioną wizytę u lekarza. I akurat o tym nie rozmawialiśmy w kontekście jego przyjazdu, tylko chciałam wiedzieć jak się ta sprawa wyjaśnia. I w momencie kiedy wiem,że 26 będzie musiał być z Atenach po prostu nie widzę dla nas szansy,żeby się spotkać. I nie wiem tak naprawdę jak się z tym czuję.
Z jednej strony chciałabym szaleć, wściekać się,krzyczeć. Tęsknię, brakuje mi go w dzień i w nocy, brakuje mi rozmów z nim, seksu, zakupów, nawet jego paskudnego pytania się „Can we have sex now?” kiedy nie chciał odpowiedzieć na jakieś moje pytanie :) I tego,że było tej wspólnej bliskości dużo…Czuję się paskudnie z tym,że jest tak daleko i kiedy się źle czuje nie mogę zrobić właściwie nic,żeby poczuł się lepiej! A z drugiej strony po prostu widzę,że staraliśmy się,żeby się udało,ale po prostu okoliczności są takie, a nie inne i na co albo na kogo mam się wściekać? I za co? Za to,że ma chore kolano,które go boli? Czy może za to,że ma rodzinę,która jest do pewnych spraw przyzwyczajona?
Zależy mi na tym,żeby to wszystko nam się udało, pomimo tylu wątpliowości co do szans na powodzenie (inna kultura, inne języki – zwłaszcza pomiędzy naszymi rodzinami, odległości, plany, wychowanie) i tego,że jesteśmy tak daleko. I całe to napięcie, całe to staranie się,żeby móc się z nim zobaczyć chociaż na krótko, to wszystko tylko po to,żebyśmy o sobie nie zapomnieli, żebyśmy nie tworzyli tylko między sobą napięć na odległość,co wiadomo,że się zdarza,ale żebyśmy mieli okazję po prostu ze sobą znowu pobyć.
Ja po prostu nie wiem,jak długo jestem w stanie żyć z nim an odległość.
Z K. wytrzymalam jakieś 2 miesiące i wróciłam do Polski.
Z Manolisem narazie jesteśmy oddaleni przez miesiąc i 9 dni. I jest mi ciężko. Gorzej,że po prostu chwilami jestem zrezygnowana. A chwilami znajduję w sobie takie pokłady cierpliwości,o jakie siebie nawet nie posądzałam. I czy ja naprawdę potrafię jeszcze zaufać? Miotam się,bo to wszystko jest bardzo skomplikowane.
Bardzo nie chciałabym żeby miał takie same wątpliwości jak ja,ale z drugiej strony – jak mogłabym wymagać,żeby ich nie miał skoro ja sama jest podzielam? Staram się na wszystko patrzeć także od tej drugiej strony i nie robić nic,żeby mój obraz widziany z naprzeciwka zawierał w sobie coś,co nawet mi samej się nie podoba… A czy warto dla tego paskudnego Greka? To się okaże,ale chcę wierzyć że warto. A już napewno powodem dla którego warto jest zmiana samej siebie, spojrzenie na swoje wady i nauczenie się trochę innego postępowania w pewnych sytuacjach.
I na tych to pięknych przemyśleniach chciałabym skończyć…

15.07.2007, 08:37

jak widać :/

:)))

Brak komentarzy

19.07.2007, 02:17

no i jestem sobie w Polsce.
I jestem sobie w Polsce, i Manolis nie przyleci raczej do tej Polski, i powinnam się czuć smutno i paskudnie… I pewnie,że chwilami jest przykro,że nie jest tak jakbyśmy chcieli.
Ale w takie dni jak dzisiaj, kiedy mamy okazję porozmawiać – jest mi tak przyjemnie!
Moja twórczość na blogu zmalała znacznie,ponieważ jako osoba typowo nie-humanistyczna i tak przechodzę sama siebie pisząc maile do tego paskudnego Greka :)
Dobranoc i wszystkim miłej nocy życzę :)

21.07.2007, 03:17

poszłam sobie dzisiaj na spotkanko z Konradem i Adamem i smutno mi :(
Trochę żal tego co minęło, naszego wspólnego mieszkania, tego wszystkiego co było…
Jest mi smutno także dlatego,że na koniec Konrad postanowił iść do siebie na piechotę,a ja z Adamem poszliśmy na autobusy nocne i smutno,że tak się między nami poukładało.Przy pożegnaniu chyba oboje myśleliśmy o tym samym… Nie wiem czy jemu też jest trochę żal, chyba tak.
Wygłupialiśmy się trochę, trochę przedrzeźnialiśmy, pokazywał mi język,a ja nie czułam się w porządku chcąc się znowu wygłupiać i na pokazanie jezyka naszym zwyczajem głupim przesłać buziaka,bo przecież jest Manolis.
No i tak sobie średnio się czuję teraz,bo mimo wszystko między nami zakończyło się wszystko niby zanim się zaczęło,ale to było tylko 3 miesiące temu i nadal jest świeże. Przypomniały mi się nasze rozmowy i rozważania,że przecież jeśli zostaniemy kochankami to co dalej? Spotkamy się potem i przyzwyczajeni do takiej,a nie innej sytuacji prześpimy się ze sobą po koleżeńsku? A co jeśli jedno jednak zwiąże się z kimś innym,a drugie będzie miało żal? I zabawne,że jak tak teraz zapisałam o czym rozmawialiśmy (głównie Adam mówił) to z tego od samego początku wynikało,że nie uda nam się wejść w czysto przyjacielski związek bez wplątywania uczuć.
I w pewnym sesie cieszę się,że skończył to zanim się na dobre zaangażował,bo faktem jest,że chyba ciężko by nam było pogodzić swoje charakterki, zainteresowania – życie,a gdyby tego nie zakończył – nie było by Manolisa. Ale żal,bo dobrze nam było jako przyjaciołom i dobrze nam było w sumie razem (gdyby nie to,że jedno o drugim myślało,że jest dla niego tylko zabawką :| ) Zresztą, chyba nigdy się do końca nie dowiem jak to z Adamem było, bo przecież niby to zakończył,a nie mogliśmy przestać ze sobą sypiać, spędzać czasu, odciąć się i stwierdzić – koniec! Teraz nie ma to już większego znaczenia, ale dlaczego świat jest taki, a nie inny i mój facet nie może być przy mnie w chwili kiedy go potrzebuję? Smutno
No i oczywiście – odezwał się w tym momencie Krzysiu.
I nawet się cieszę,że może być jak jest między nami teraz. Od czasu do czasu zamienić jakieś słowo, tak bez większego znaczenia,ale też bez większych emocji. Tak – analizowałam właśnie czy nic nie poczułam (wszystko przez Dimitrisa i jego pytania) i smutno mi generalnie,ale żadne drgnienie w sercu większe, oprócz po prostu wspomnień, na szczęście się nie pojawia. Chociaż w pewnym sensie nie miałabym nic przeciwko temu,żeby go gdzieś zobaczyć przypadkiem, przekonać się jak teraz wygląda i co ja sama czuję (chyba mam za bardzo rozbudowany system autoanalizy własnych emocji)
I tak bardzo chciałabym mieć możliwość zobaczenia M., porozmawiania, przytulenia. Boję się. Boję się wszystkich przeciwności losu, siebie samej, jego. Boję się cały czas tych cholernych różnic,z których niektórych nie da się obejść chyba nigdy…
Boję się,że to wszystko jest po prostu jak bańka mydlana, piękna – ale krótkotrwała, z tą różnicą,że jak pęknie robisz nową bez większych problemów zapominając o poprzedniej,a ja jak widać tej sztuki nie posiadłam i jeśli to się rozpadnie to nie wiem jak miałabym to sobie uporządkować dalej.
Kręcę się znowu w kółko, pisząc bzdurki zamiast iść spać,ale tak piekielnie głupio się czuję! Spać, spać, spać, tylko czy zasnę?


  • RSS